Józef Ignacy Kraszewski

Królewscy Synowie

288

 

– Miłościwy książę - rzekł - każcie im zaraz przystąpić i krótką dajcie odprawę. Stanąli ostro? Nie ma co już oszczędzać ich i o zgodzie mówić... Wojna nieunikniona, im prędzej, tym lepiej! Drudzy potakiwali także. Zbigniew jednak do izby wszedł, dworowi kazał stanąć i dopiero posłów, dopominających się śpieszno posłuchania, wpuścić polecił. Wojsław, Żemła i kilku z drużyny ich stawili się przed księciem. Już z twarzy Zbigniewa znać było, że inne wiatry powiały; siedział zaperzony, gniewny, zły, dumny, nie tając się niechęcią, z jaką przybyłych przyjmował. Wojsław, człek ciężki i powolny, nie łatwo się dawał ustraszyć; pokłoniwszy się księciu rzekł:

– Miłościwy książę! Dopraszam się, czybym poselstwa nie mógł sprawić na osobności, bo mam twarde do wypowiedzenia słowa. Jam ci do nich przywykł od mego miłego braciszka! wybuchnął Zbigniew. - Mówcie, co macie, posłucham; będę wiedział, co czynić.

– Miłościwy pan nasz, książę Bolko - odezwał się Wojsław zwolna - po raz ostateczny wzywa was ku pomocy i wspólnemu wojowaniu z nieprzyjacioły.

– Przeciw komu? - odezwał się książę.

– Naprzód Pomorców, pogaństwo podbić trzeba i zniszczyć. Dopóki tam krzyża nie zatkniemy, póki do Retry i Arkony zewsząd lud biegać będzie, ani u nas się chrześcijaństwo nie ostoi, ani spokoju mieć nie możemy. Zbigniew głową potrząsł pogardliwie.

– Pomorców trzeba sojuszom pociągnąć a nie siłą - rzekł. - My im rady nie damy. Nie pokonało ich cesarstwo.

– Cesarz miał wielu innych nieprzyjaciół i zachodów - mówił Wojsław - ziemie te z prawa do nas należą z dawien dawna, nasze są! Po Pomorcach Borzywojowi pomagać musimy.

– Jemu?! - krzyknął Zbigniew. - Ja?... Jemu?! Borzywoja znać nie chcę!

– Zatem z nami nie trzymacie i jesteście przeciw nam? odezwał się Wojsław.


 

288