Józef Ignacy Kraszewski
Mina krzątała się niespokojna, przypisując zawsze obojętność księcia politowaniu nad żoną. Uczucie to rosło tym więcej, im dłużej Przemysław unikał jej. Nigdy jeszcze nie trafiło się, aby na długo tak ją zaniedbał, tak widocznie ostygł dla niej. Oburzyła się na niego, odgrażała zowiąc niewdzięcznym. Stawała na czatach w miejscach, przez które zwykł był przechodzić, chcąc go gwałtem zaciągnąć do siebie, ale długo pochwycić nigdzie nie mogła. Nareszcie wieczora jednego udało jej się zastąpić mu drogę.
– Cóż to?! – zawołała. – Mam już na pośmiewisko ludziom pozostać opuszczoną? Przemko nie odpowiedział.
– Wy mnie znacie, że ja dobrą i złą być umiem! Ja się nie dam tak na śmiecisko wyrzucić! Książę ręką starał się ją usunąć na stronę, lecz nie ruszyła z miejsca.
– Potrzebuję rozmówić się z wami! – dodała.
– A ja nie chcę mówić z tobą! – zawołał Przemko. – Słyszysz! Niemka z bólu i gniewu zdrętwiała.
– Tamta ci już milsza! – krzyknęła. – Ten trup blady! Wolisz teraz swoją księżnę panią niż prostą dziewkę, którą można wygnać precz, choć z niewoli, a może od śmierci ocaliła! Wołała tak, nie zważając na to, iż w podwórcu ludzie przechodzili, książę stał dumny, coraz groźniej się marszcząc i widoczniej niecierpliwiąc. Oziębłość ta i pogarda wzmagały gniew Miny.
– Tak! Teraz znać mnie nie chcesz! – wołała głośno, nie ruszając się z miejsca. – Wstydzisz się mnie. A gdyby nie ja, Łysy by cię był zgnoił lub ubił w lochu. Przemko, nie mogąc się jej pozbyć, zawrócił się i wszedł do pierwszej izby, jaka mu się nastręczyła. Mina pognała za nim było to jej nowe mieszkanie. Niemka miała czas na zamku zagospodarować się jak pani. Wiele sprzętu pozabieranego bez wiadomości Lukierdy przystrajało jej izby i stoły. Suknie nawet, których księżna prawie nigdy nie kładła ani pytała o nie, poprzechodziły do niej. Bertocha i Mina nie bały się rabować Lukierdę, bo ta, oprócz kilku skromnych pamiątek przywiezionych z domu, do niczego nie przywiązywała ceny. Niemka, przepychem lubiąc się chwalić przed ludźmi, zagarniała, co mogła. Uderzyło księcia porównanie ubóstwa i zaniedbania żony ze zbytkiem, w jaki ta opływała. Nie powiedział nic, ale powlókł wzrokiem dokoła