Józef Ignacy Kraszewski

Jaryna

84

 

wszyscy. Zrobiłaż wam kiedy co złego wasza dobra pani albo niewinne jej dziecię?

– Nie! nie! - krzyknęli ludzie - to dobra pani, co prawda, to prawda. My ją szanujemy, my ją kochamy; to matka. Ale co ona może? nic.

– A jednak o mało żeście i jej nie zabili! - My?! my?! Kto? Chroń Boże! to być nie może! nie, nie!

– Tak jest! pani wasza przelękła się tej wrzawy; leży bez ducha; dziecko ze strachu może boleć całe życie. Godziż się to tak czynić?

– Dajcie nam tylko tego szelmę ekonoma, a my pójdziemy.

– Ekonoma wam nie dam, boście wy nie sędziowie, ale do sądu Go odstawię - rzekł Ostap. - Wy rozejdźcie mi się natychmiast do domów, a starszyzna tylko niechaj zostanie, żeby mi opowiedziała, z czego to wszystko powstało i jakie macie krzywdy.

– Nie chcemy! nie chcemy! - zawołali dalsi. - Ekonoma z sądu puszczą i nic mu nie będzie; on się opłaci; tam nie ma sprawiedliwości. Oddajcie jego nam, oddajcie go, a nie, to spalim!

– Kto mówi o spaleniu? - zapytał Ostap. Wszyscy zamilkli.

– Kto chce ekonoma?

– My! my! - powiedzieli dalsi.

– Któż to chce się nad nim pastwić? - spytał jeszcze. Chłopi spojrzeli jeden na drugiego i nikt się nie odezwał.

– Widzicie - mówił Ostap - żaden z was w sercu nie jest zabójcą, choć jedni drugich podżegacie i psujecie. Wstyd! wstyd wam! Ekonoma ja sam odwiozę do sądu i zaręczam. wam, tak jakem wasz brat, że dopilnuję, aby mu nie pobłażano. Do domów!

– Nie pójdziemy, póki go związanego nie zobaczymy.

– Mówiłem i powtarzam, że go wam ani oddam, ani pokażę: Jeśli winien, będzie ukarany, ale nie przez was; wasza rzecz powiedzieć, co zrobił, sądu - wymierzyć, co mu należy.


 

84