Józef Ignacy Kraszewski
Ruszyła ramionami Żalińska i potrząsnęła głową. Krajczyna i przyjaciółki poznały po królewnie, iż zmartwienie jakieś miała, lecz wiedziały, gdy się z niego nie zwierzała sama, że jej dopytywać i zmuszać do wyznań nie były powinny. One przyczyny nie umiały odgadnąć tego smutku, bo wszystko w ich przekonaniu składało się jak najpomyślniej. Poszukiwania Talwosza nie były bezskuteczne, syn Żalińskiej znalazł go w mieście i powiedział mu, że królewna mówić z nim chciała. Nazajutrz rano stawił się Litwin blady, wymizerowany i jak z krzyża zdjęty. Królewna, która chciała otwarcie mu powiedzieć wszystko, widząc go tak zbolałym, zawahała się. Żal jej go było. Poczęła więc od rozpytywania o zdrowie, o zajęcie... a że kasztelan Talwosz[276], stryj jego, właśnie był przyjechał do Krakowa, o niego też i o Litwę. Zbliżyła się na koniec i zniżając głos, rzekła: — Co się to tej poczciwej mojej Żalińskiej przywidziało! Wyobraź sobie, iż wpadła tu do mnie z wiadomością, że Zagłobiankę za mężczyznę przebraną widziała wczoraj u Dominikanów w kościele. Ale to być nie może! Królewna spojrzała na Talwosza i jeszcze większy żal uczuła nad nim. Litwin stał blady jak trup, usta mu się trzęsły, oczy latały błędne, odpowiedzieć nie umiał. — To nie może być — powtórzyła Anna — prawda, Talwoszu mój! Dosia? Ona? Nie! Żalińska Francuza jakiegoś, nie wiem kogo wzięła za nią. Talwosz milczał, nie zebrał był myśli i nie wiedział, co miał odpowiedzieć. Zdradzić ją, czy ratować? Dał słowo, że jej nie oskarży, lecz gdy raz rzecz była odkryta, miałże kłamać? Dlatego wahał się z odpowiedzią. Przyznać się do tego, że i on wiedział o tym, widział ją, a nie doniósł królewnie — nie mógł. — Miłościwa Królewno — rzekł po bardzo długim namyśle — Miłościwa Królewno, prawdziwie nie wiem, co o tym trzymać. Żalińskiej się często niebywałe przywidują rzeczy, lecz oczy ma dobre. Ludzie są źli, a ta gawiedź francuska, z którą ona przystawała... Nie dokończył. Anna spojrzała na niego. — Przypuszczasz więc, że mnie drugi raz tak jak z Zajączkowską oszukano? — spytała. — Powiedziałem już — powtórzył Talwosz — że nie wiem, co o tym sądzić, ale któż to rozstrzygnie?