Józef Ignacy Kraszewski
nabożeństwem za duszę brata, była męczarnią tym większą, że prowadziła do miejsca, gdzie się jakieś nowe, nie dające obrachować życie rozpocząć miało. O małżeństwie natychmiastowym, które by koronację poprzedziło, mowy nawet nie było. Zostawało ono w cieniu i mrokach jakiejś niepewności, odłożone do nie oznaczonego terminu. Mówiono o nim tylko półgębkiem. Anna nie wiedziała sama, czy ma się go spodziewać, czy wyrzec i całą miłość przenieść na siostrzeńca, na tego Zysia (Zygmunta), którego myślą za morzami szukała czasem, pragnąc mu zostać matką. W Miechowie, w kościele Bożogrobców[189] złożono zwłoki, które nazajutrz uroczyście wiodła siostra na Prądnik[190] do biskupiego dworu, gdzie przez dzień cały spoczywały. W Krakowie przygotowywano pogrzeb wielce wspaniały. Od Henryka miał się na nim marszałek de Retz[191] znajdować razem z dawniejszym posłem panem Rambouillet[192]. Pomimo ostrej pory roku uroczystość, wedle tradycyjnych form, odbyła się z wystawą i przepychem nadzwyczajnym. Na Kleparzu, przed kościołem św. Floriana, czekali na wóz żałobny posłowie: cesarski, francuski, węgierski, szwedzki, wenecki, ferrarski, brandenburgski, brunświcki, pruski i pomorski. Gdy po nabożeństwie odbytym tu ruszył pochód, końca mu nie było. Poprzedzało go duchowieństwo, studenci szkół różnych, zakony, tłumy ubogich i ludu. Szli dalej arcybiskup i biskupi, pontyfikalnie[193] ubrani, za nimi przeszło tysiąc ludzi w czarnych kapach i kapturach z zapalonymi świecami. Chorążowie wszystkich ziem i województw jechali z chorągwiami i pocztami. Królewską niósł wielką Maciejowski, chorąży nadworny. Trzydzieści koni w kapach czarnych jedwabnych poprzedzało trzydzieści mar okrytych jedwabnymi oponami, złotem szytymi. Za nimi ten, któremu Anna przebaczyła, a kraj darować nie mógł ostatnich chwil króla, krajczy koronny[194] na koniu pięknym, we zbroi pańskiej, miał szczęście przedstawiać Personę[195], to jest widmo jakby króla samego. Za nim jadący Garnysz[196] był w szatach króla, drugim takim osoby zmarłego wizerunkiem żywym. Senatorowie szli za nimi pieszo, a za nimi oznaki królewskiego majestatu. Zborowski, wojewoda sandomierski[197], niósł miecz, Piotr Zborowski jabłko, Firlej, wojewoda krakowski, berło. Po obu stronach wozu, na którym spoczywały zwłoki, szło po piętnastu dworzan króla ze świecami. Następowali cudzoziemscy posłowie i przez posłów cesarskiego i francuskiego wiedziona Anna infantka, a za nią szereg